ASCALON

PANTA RHEI

    W tekście pt. „Panna Klio” ujawniłem pewność, że w historii prócz barwy, zasklepione są też dźwięk, a nawet zapach. Oczywiście nie chodzi o zapach starodruków, ale upływających zdarzeń – woń minionego.

Zaperzyło się na to silnie dociekliwe pacholę żądając, abym tezę udowodnił. Paradne to, wszak skoro się napiera, niech zaangażuje Sanepid - instytucję powołaną do orzekania, czy dany aromat to wonność, czy może smród, fetor albo odór zasadniczo. Jeśli ktoś nie umie pojąć sedna, niech zagłaskuje chropowatą otulinę, zaś ja pozwolę sobie otworzyć kolejną flaszę.

Chciałbym skierować uwagę czytelnika na oczywistość, którą (jak się często okazuje) nie wszyscy niestety dostrzegają. Chodzi o to, że człowiek wbrew modnym trendom oraz przyrodzonemu mu samochwalstwu, wyobraźnię ma w gruncie rzeczy ograniczoną. Być może inicjuję rzecz mało udolnie, więc zanurkuję do jądra.

    Ostatnie lata spędziłem na kleceniu siodeł kwalifikowanych jako historyczne. Już samo pojęcie „siodło historyczne” nasycone jest wieloznacznością. Siodła to przecież sprzęt użytkowy, czyli coś, co ułatwia panowanie nad udomowionym niegdyś bydlęciem. U nas kojarzy się je z equus’em – koniem. Koń jaki jest, każdy widzi, w zakresie siodłanie vel kulbaczenie – niekoniecznie. Dopieszczamy ten temat w grupie „Siodlarstwo polskie”. Tam ujawniają się koncepta szczegółowe, tu poruszę część mniej pryncypialną, za to bardziej filozoficzną.

Siodło, to od wieków produkt zasadniczo jedynie w detalach różny podobnie, jak zniewalany nim equus. Te detale zasadzają się w użytkowym przeznaczeniu oraz natrętnie zmiennej estetyce udręczania wierzchowych. Zwykle jeśli przyjmuję kolejne zamówienie na wrób „osiodłania” staram się uświadomić klienta, że liczy się głównie komfort i bezpieczeństwo konia, a wówczas zamawiający dziwi się poniekąd. W końcu to on płaci, a co jest bliższe miłościwemu ego: własna dupa, czy grzbiet wierzchowca? Szczególnie napastliwy jest tembr domagający się, iżby finalny produkt był koszerny, czyli istniał w realiach danej epoki. Te „realia”, to konkretny, nieodmiennie muzealny wzorzec…, koniecznie muzealny. Taki, który udało się przechować w ekspozycjach. Jest on przecież niewielką cząstką tego, co materializowało się w czasach przeszłych. Gdyby jakieś bystre pacholę zachciało domagać się udowodnienia takiego stwierdzenia, to przyczynek zamieszczam poniżej.

Od czasu, gdy rozpocząłem wyrób historycznych siodeł upłynęły lata. Cywilizacyjne wygodnictwo zaopatrzyło mój warsztat w ułatwiające pracę narzędzia. Zaczynałem przecież od prostego ciosła i materiału, z jakiego strugali siodlarscy praprzodkowie. Moje wyroby obroniły się w użytkowej praktyce, dlatego zyskałem uznanie, z czasem poważanie, zatem trafiły w moje ręce unikalne eksponaty. Proszony byłem o ocenę artefaktów nie zawsze wcześniej diagnozowanych. Stało się więc tak, że w moim zasięgu znalazły się również i te, które przedtem nie były w kraju znane. Wspomniałem, iż nie będę wnikał w detale, zatem ujawnię wnioski wynikające z siodlarskiej praktyki.

Wyrabiając kulbaki (konstrukcja ławkowa) starałem się uwzględniać to, czego dostarczały muzealne eksponaty i źródłowe zapiski – wiedza powszechnie dostępna. Różne elementy składały się na finalny produkt i dość szybko okazało się, że względy materiałowe, ergonomiczne i konstrukcyjne niejako przymuszają do konkretnych rozwiązań.

Jakiś czas temu otrzymałem przecież do zaopiniowania terlicę, a wraz siodło niewątpliwie z początków XVIII w., inne , bardzo podobne, z jego końca. Okazały się niemal identyczne z tym, co i ja wytworzyłem. Użyty materiał, szczegóły konstrukcji, łączenie elementów, a wreszcie efekt końcowy były zadziwiająco zbieżne. Sądzę, że jest to łakomy kąsek dla teraźniejszych rzemieślników. Ujawniło się przecież (po raz kolejny), iż tworząc przedmiot użytkowy w technologii i estetyce danego czasu, margines odmienności jest bardzo niewielki. Skoro rekonstruowałem siedemnastowieczne siodła ławkowe, wcześniej czy później musiałem zbliżyć się do produkcji moich poprzedników - wreszcie trafić w sedno. Okazało się dowodnie, iż mój wyrób różnił się jedynie czasem, w którym powstał – reszta jawi się niemal bliźniaczą.

Reasumując. Czy będzie to zabudowywanie przestrzeni (np. architektura), tworzenie sztuk dramatycznych, składanie dźwięków w melodie czy klecenie siodeł, wcześniej czy później ich twórcy dojdą do prawie identycznego finału. Oczywiście nie dotyczy to poszukiwań nowatorskich, ale ja przecież piszę o rekonstrukcji.

Oceniając wspomniane wyżej siodlarskie artefakty doszedłem do interesujących wniosków. W większości są to spostrzeżenia „techniczne”, przeto tu nie zaciekawią. Jednym wszakże się podzielę. Oczywiście jawi się mało odkrywczy, aliści…

Zadziwiła mnie niezwykła dzisiaj oszczędność materiału u naszych przodków. Fakt, żyję wystarczająco długo, aby pamiętać czasy, gdy krawcy przenicowywali odzież, tzn. pruli ubrania i stronę zużytą – wyblakłą – przekładali do wewnątrz zachowując użytkową wartość dobrego jeszcze materiału.

Przed wielu laty siedziałem na przyzbie starej chałupy na obrzeżach Puszczy Białowieskiej. Przepijałem do emerytowanego leśnika. Zeszło na wykorzystywanie drewna.

- I patrz pan – mówił on – Jak kiedyś wybrano drzewo na budulec, to je ze wszystkim zużywało sia. Z pnia wyżynano bele i deski, opoły (skrajne deski z jednej strony płaskie, z drugiej okrągłe, niedokorowane) szły na podbicia dachów i krycie stropów, z gałęzi pleciono płoty albo szalowano ogacenia, które wypełniano igliwiem. Nic się nie marnowało. A teraz? Przejdź się pan po wyrębie.

Ta pogaducha przypomniała mi się podczas szczegółowego badania osiemnastowiecznych siodeł – kulbak. Okazało się, że ich terlice (konstrukcje) klecone były w sposób niemal identyczny. Jedno otrzymało bogatsze, opatrzone zdobnymi blachami wykończenie i ono zachowało się doskonale, najpewniej stając się historyczną pamiątką. Drugie, dość siermiężne, jeszcze do niedawna (poł. XX w.) było w użyciu. To, że sprzęt użytkowy powinien być okresowo konserwowany i naprawiany, to oczywistość. W przypadku tego, o którym piszę, występowała przecież ingerencja w jego konstrukcję. Wiele wskazuje na to, że korzystając z zachowanych elementów odtwarzano jego terlicę niemal od podstaw. Ciekawe, że starano się przy tym utrzymać jej dawny charakter, chociaż kwitły już w tym czasie rozmaite siodlarskie nowalijki. Można doszukać się wielu przyczyn takich działań; byłyby to jednak rozważania tu nazbyt szczegółowe. Wszakże zamieszczam ten przykład jako ilustrację pewnego nawyku, sposobu myślenia, odmiennej niż teraźniejsza praktyki, świadectwo minionego już czasu – zapewne bezpowrotnie. Nazbyt już przywykliśmy do trwonienia naturalnych zasobów.

Aktualności

Poprzednia Następna

Ze sztambucha rzemieślnika

17-07-2015

CUDNIE JEST, A DALEJ… BEZ TYTUŁU     Polityka zajmuje mnie o tyle, że jej efekty...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-07-2015

A WŁAŚCIWIE TO O CO SIĘ ROZCHODZI?     No i nie wyzwolę się z rzemieślniczego...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

26-06-2015

PANTA RHEI     W tekście pt. „Panna Klio” ujawniłem pewność, że w historii prócz barwy,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

23-06-2015

CUDA NAD WISŁĄ     Nie zaprzeczam – gorzała jest moją mateczką, siostrą przyrodzoną i miłośnicą...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

20-06-2015

PANNA KLIO     Osadzony w czasie między wyborczymi zawieruchami umyśliłem napisać coś pozornie bez związku...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

14-06-2015

MASZ PORTRET     Odebrałem kilka telefonów – zbyt mało, aby poczuć się celebrytą, jednak miło,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

10-10-2014

A ŁOOO.… KRÓL JEST NAGI!!!       Jestem sobie rzemieślnik na emeryturze – mam czas. Ojczyzna zabezpieczyła...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-10-2014

ZAMIAST KOMENTARZY     Niniejsze zapisuję w sztambuchu, albowiem rzecz w znacznej części dotyczy mojej rzemieślniczej...

Czytaj więcej

SZARŻA NA CZOŁGI

09-09-2014

SZARŻA NA CZOŁGI        Ta historia wydarzyła się naprawdę. Czemu uznałem za stosowne o...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

29-08-2014

O PCHNIĘCIACH (SZTYCHACH) KAWALERYJSKĄ SZABLĄ     Wśród rozmaitych bajań buszuje i rozkwita mit o pchnięciach...

Czytaj więcej

Wybrane realizacje

Kontakt

Ignatki Os.
ul. Jeździecka 6
16-001 Kleosin
k/ Białegostoku

Tel. 693 265 882

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.