ASCALON

PANNA KLIO

    Osadzony w czasie między wyborczymi zawieruchami umyśliłem napisać coś pozornie bez związku – padło na historię. Opisująca ją produkcja nie wymaga szczególnych umiejętności (co innego rekonstrukcja), aczkolwiek jeśli ujawniana w formach literackich, sugeruje potrzebę wykazania się niejakim talentem. Właśnie posiadanie lub brak rzeczonego sprawia, że obok nielicznych, których publikacje są interesujące, zasadnicza większość trudzi się produkcją makulatury. Oczywiście dotyczy to wielu profesji, aliści w jednych łatwiej jest inkompetentom kolekcjonować tytuły, w innych (zagrożeni widmem głodu) musieliby poniechać zniesmaczającego procederu.

Historia nie liczy się do sztuk wyzwolonych, ale już starożytni przydali jej patronkę – muzę Klio. Wyobrazili bodaj dziewięć kształtnych panien, przypisując każdej mniej lub bardziej wycenialny zakres. Charakterystyczne jest to, iż wspomniana Klio okrom historii, partycypuje również w filozofii. Filozofii bliżej do religijnych wierzeń niż materialnych bytów, przeto czepiają się jej szatek najrozmaitsi dywagatorzy, którym wystarczy, że mają chęci. A jeśli tych nadmiar, można zacząć i piekło brukować. Historia też otwiera horyzonty. Można w niej sadowić choćby największe nonsensy – wystarczy, aby legalizować bzdury tzw. „źródłami”. Przypodchlebianie się muzie w tym zakresie upodabnia ją przecież do hinduskiej, wielorękiej bogini Kali, bo czy to legenda, klechda, mit, czy historia - faktycznie na jedno wychodzi. Na jedno, gdyż nie tylko w realiach Rzeczypospolitej akurat mitologię dopieszcza się ochoczo.

Przyczyn takiego lawirowania, pudrowania, zaklinania i czarowania rzeczywistości jest wiele. Na pierwszy plan wybija się taka, iż w historii poza tym co widoczne, liczy się również dźwięk i zapach, a ogarnięcie tylu składowych dla wielu stanowi problem. Kto zrozumiał powieść Patrica Süskinda wie o co chodzi, tym, którzy nie czytali „Pachnidła” rzecz wyłuszczę.

Czasy, w jakich przychodzi nam żyć mieszczą się w okresach, których trwania nie wyznaczają sławne bitwy, traktaty, majstrowanie przy granicach lub dynastyczne usadowienia. W moim przekonaniu nie to określa brzmienie, koloryt i zapach danej epoki. Bywa, że te są niezmienne przez dziesiątki lat, nawet stulecia, a później następuje gwałtowna odmiana. Sądzę, że nie od rzeczy będzie taki przykład:

Wyobraźmy sobie brukowany rynek niewielkiego miasteczka w dzień targowy. Prócz rozmaitych kramów całą przestrzeń ciasno wypełniają chłopskie furki. Przy nich, zanurzając łby w obrocznikach, stoją mniej lub bardziej urodziwe konie. Na wozach wymoszczonych słomą - obok pledów i baranic - kojce i klatki z rozmaitym drobiem, a też prosiętami, jagniętami i pomniejszą żywiną, gdy zaś pora – rolnymi płodami. Mnogie krowy, owce, czasem kozy, a na wydzielonym placyku dobijają targu handlarze koni. Wszędzie roi się tłum swarliwy, mężczyźni w kamizelach, czapach albo pilśnikach, baby w nieodłącznych chustach i wszędobylska dzieciarnia. Pod kościołem żebracy zawodząc wyciągają ręce po jałmużnę, obok knajpy gromady rozochocone gorzałą, kuksańce, okrzyki ( bo spór jakiś), ale też szybkie ugody, wzajemne poklepywania. Turkot kół, piskliwe głosy handlarek, rżenie, muczenie, kwik zlewają się w gwar, który słychać daleko poza rogatkami.

Pani aptekarzowa dla jakiś powodów sunie w poprzek rynku. Co chwila zatrzymuje się i odruchowo unosząc brzeg sukni, otrząsa pantofelki z wszechobecnego tu nawozu. Pani aptekarzowa jest uosobieniem cywilizacji. Mierzi ją zalegające w krąg zwierzęce gówno, delikatne nozdrza drażni woń moczu i jeszcze ten kurz, albo (gdy pora) rozbełtane błoto.

    Starałem się ukazać koloryt, który miałem okazję widzieć jeszcze (zanim nastąpiła gwałtowna odmiana) przy końcu lat pięćdziesiątych XX wieku. Wszakże gdybym dysponował wehikułem czasu i przeniósł się w okres międzywojnia, czy zapamiętałbym inne odczucia? A jeśli cofnięty jeszcze sto, dwieście lat wstecz – wówczas co? Ano zapewne jedyna widoczna różnica ogniskowałaby się na stroju pani aptekarzowej. Bo najpierw krynolina, potem tiurniura, suknia bez gorsetu… i zapewne fryzura, a wraz kapelusik były by inne.

Obrazek udało się zrekonstruować – gorzej, gdyby spróbować odtworzyć dźwięk, a gdyby zapach - rzecz jawi się nieprawdopodobną. Żywię takie przekonanie, bo jeśli nawet wyobraziliście sobie koloryt małomiasteczkowego rynku, jego woń odpłynęła wraz z czasem.  

    Dlaczego zaprzątam tym uwagę czytelników? Ano czynię tak dlatego, ponieważ mierzi mnie nowomodna praktyka ulepszania historii przez pozbawionych smaku i węchu magików. Osądzam, że to żałosne, gdy osobnik, który nigdy nie dosiadł konia, wieszczy się ekspertem od rozstrzygnięć z zakresu polskiej jazdy. Taki to najwyżej może ustalić liczbę zalegających na rynku kramów i furmanek, ówczesną cenę prosięcia albo gomółki sera. Jeśli bardziej wnikliwy, być może określi nawet barwę sukni pani aptekarzowej, ale sam cymes historii – jej dźwięk i zapach, które tworzyły przeszłe klimaty, pozostaną w czasie minionym.

    Dlatego zaręczam, że wmawiane i lansowane (m.in. www.Kresy.pl) przez Inkompetenta wyobrażenia staropolskich realiów mają się tak do ówczesnej rzeczywistości, jak zapach wnętrza polskiej karczmy przydrożnej do woni w jadłodajni McDonald’s.

Aktualności

Poprzednia Następna

Ze sztambucha rzemieślnika

17-07-2015

CUDNIE JEST, A DALEJ… BEZ TYTUŁU     Polityka zajmuje mnie o tyle, że jej efekty...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-07-2015

A WŁAŚCIWIE TO O CO SIĘ ROZCHODZI?     No i nie wyzwolę się z rzemieślniczego...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

26-06-2015

PANTA RHEI     W tekście pt. „Panna Klio” ujawniłem pewność, że w historii prócz barwy,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

23-06-2015

CUDA NAD WISŁĄ     Nie zaprzeczam – gorzała jest moją mateczką, siostrą przyrodzoną i miłośnicą...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

20-06-2015

PANNA KLIO     Osadzony w czasie między wyborczymi zawieruchami umyśliłem napisać coś pozornie bez związku...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

14-06-2015

MASZ PORTRET     Odebrałem kilka telefonów – zbyt mało, aby poczuć się celebrytą, jednak miło,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

10-10-2014

A ŁOOO.… KRÓL JEST NAGI!!!       Jestem sobie rzemieślnik na emeryturze – mam czas. Ojczyzna zabezpieczyła...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-10-2014

ZAMIAST KOMENTARZY     Niniejsze zapisuję w sztambuchu, albowiem rzecz w znacznej części dotyczy mojej rzemieślniczej...

Czytaj więcej

SZARŻA NA CZOŁGI

09-09-2014

SZARŻA NA CZOŁGI        Ta historia wydarzyła się naprawdę. Czemu uznałem za stosowne o...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

29-08-2014

O PCHNIĘCIACH (SZTYCHACH) KAWALERYJSKĄ SZABLĄ     Wśród rozmaitych bajań buszuje i rozkwita mit o pchnięciach...

Czytaj więcej

Wybrane realizacje

Kontakt

Ignatki Os.
ul. Jeździecka 6
16-001 Kleosin
k/ Białegostoku

Tel. 693 265 882

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.